Facebook

4/03/2010

"BAD MEDICINE" - u nas nie jest jeszcze najgorzej...


"BAD MEDICINE" - czyli praktyki i nawyki w leczeniu cukrzycy u dzieci w krajach wysokorozwiniętych takich jak Stany Zjednoczone Ameryki. Czy u nas w Polsce jest tak źle jak sądzimy?

Kilka dni temu otrzymałam email od psychologa w Molly Center for Diabetes w stanie New Jersey, USA. AnnaMaria, tak ma na imię ta sympatyczna młoda pani napisała do mnie następująco...

"Monika Witam, Jak się masz i co tam u Lisy ... Mam nadzieję, że wszystko jest dobrze ... Mamy rodzica, który ma dziecko z nowo rozpoznaną cukrzycą w wieku 2 lat (przede wszystkim mówi po polsku) ... Mieszkają w Brooklynie i prawdopodobnie nie będą przychodzić na wizyty do dr Aisenberga, ale naprawdę chciałbym, żebyś zadzwoniła do nich i zapytała co u nich słychać i jak sobie radzą? Porozmawiaj z nimi bo mają chyba spory problem z tą całą chorobą. Proszę dać mi znać, czy możesz zadzwonic do nich jak najszybciej ...
Czule, Annamaria"

Oczywiście, zadzwoniliśmy natychmiast i co się okazało? Mianowicie jest to młoda rodzina pochodząca z małej miejscowości około 120 km od Warszawy, mieszkająca w Nowym Jorku już jakiś czas ale nie posiadająca stałego pobytu. Ten fakt nie jest tak bardzo istotny, ale ogranicza im to możliwość przyjazdu do kraju i powrotu do USA. Na dzień dzisiejszy muszą być zdecydowani gdzie chcą mieszkać. Do dnia diagnozy obydwoje pracowali i dawali sobie nieźle radę, finansowo, teraz jest inaczej ale nie najgorzej... Dziecko ma trrzy latka nie dwa jak AnnaMaria myślała,a cukrzyca została u niego rozpoznana może 3 tygodnie temu... Mały Kuba urodził się w stanach i dzięki temu ma pomoc socjalną z miasta Nowy Jork, co upoważnia go do bezpłanej opieki zdrowotnej na teranie pięciu gmin czyli Manhattan, Queens, Brooklyn, Long Island i oczywiście Bronx. Taki serwis nie daje mu możliwości nieodpłatnie stawić się do szpitala czy lekarza w innym stanie, na przykład w New Jersey i z tego powodu nie może być prowadzony przez Dr. Aisenberga ani też w przychodni przy Molly Center for Children with Diabetes.

Podczas naszej wstępnej rozmowy z mamą Kubusia z dumą i ze zdziwieniem słuchałam jak mało ona wie na temat cukrzycy u jej synka. Zaczeliśmy z mężem się dopytywać o co właściwie tam chodzi i dlaczego jest tak wielki problem z wyrównaniem? Okazało się , że Kubę przyjeli na oddział Endokrynologii w "Brooklyn Hospital" z rozpoznaniem cukrzycy. Dziecko leżało w szpitalu dwa dni po czym mama dostała "PENA" do ręki i została odesłana do domu w celu prowadzenia i kontroli cukrzycy u jej malutkiego dziecka. Tak czytacie dobrze.... NIC jej nie nauczono w szpitalu, ok bariera językowa jest ale wiem z doświadczenia (mieszkam w USA prawie 30 lat), że w tak olbrzymich szpitalach jakim jest "Brooklyn Hospital" pracuje napewno sporo osób polsko języcznych, na różnych stanowiskach włącznie z lekarzami, więc o tłumacza nie jest trudno. Po za tym szpital ma obowiązek zapewnić tłumacza jeśli kondycja chorego zagraża bezpośrednio życiu pacjenta ( cukrzyca typ 1 jest taką chorobą przed rozpoznaniem). BARIERA JĘZYKOWA nie jest tutaj problemem, problemem jest system prowadzenia i leczenia jako ogół w tego typu przypadkach. Szpitale nie mają budżetów na kilkunastodniowe pobyty w leczeniu cukrzycy i innych chronicznych zchorzeń takich jak alergie czy asthma, a ubezpieczenia płacą tylko za dwie doby pobytu. Dzieci ku mojemu zdziwieniu nawet u Dr.Aisenberga są odsyłane do domu po 48 godzinach, a reszta nauk czy leczenia/wyrównywania jest prowadzona ambulatoryjnie. Nauki dietetyczne odbywają się w innym miejscu, w częstotliwości raz na miesiąc przez trzy miesiące i kosztują 1,000 USD za wizytę. Wizyta trwa przeważnie cały dzień (8 godzin), ale jeśli ubezpieczenie takich kosztów nie pokrywa albo przychodnia takiej polisy nie akceptuje to rodzic musi zapłacić z własnej kieszeni lub zrezygnować z podstawowej wiedzy która jest niezbędna w leczeniu cukrzycy i tym samym skazać swoje dziecko na późniejsze powikłania spowodowane słabym wyrównaniem w cukrzycy.

Wracając do Kuby, jego mama wróciła z nim do domu, mając przy sobie tylko PEN z insuliną, ale nie mając pojęcia o wskaźniku między insuliną a wymiennikiem, mało tego ona nie wiedziała co to jest wymiennik węglowodanowy i że w ogóle trzeba przeliczać węglowodany na insulinę... Dziecko od dnia diagnozy ma średnie glikemie 300-400 mg/dl a rodzice kompletnie nie są przystosowani do lecznia w domu. Rozgrywa się u nich DRAMAT!!! Zrozpaczona mama Kuby zadzwoniła do przychodni że nie jest w stanie kontrolować glikemii u dziecka i adekwatnie wedle tamtejszych obyczajów dostała termin wizyty za tydzień! Pojechała więc z powrotem do Brooklyn Hospital gdzie powiedziano jej na izbie przyjęć, że dziecko nie kwalifikuje się na ostry dużur i niech idzie z nim do diabetologa. Nie wiem jak jej pomóc? Zastanawiam się co zrobić aby ją jakoś przeszkolić, myślę gdzie ją odesłać? Najlepiej gdyby przyjechała z Kubusiem do Polski ale wtedy jest skazana na rozłąkę z mężem bo nie może wrócić do USA ponieważ przekroczyła okres wizy turystycznej i nie ma stałego pobytu. SYTUACJA jest trochę bez wyjścia, a trzy letnie dziecko umiera powoli tak jak w czasach przed wynalezieniem insuliny. Co z tego że ją mają jak nie potrafią z niej odpowiednio korzystać. Przykro mi jest bardzo....

Jak widzicie system leczenia i dostęp do pediatrów i diabetologów w Polsce nie jest najgorszy, a to co często się dzieje w USA jest szokujące i okrutne. NIE MASZ PRYWATNEGO UBEZPIECZENIA to jesteś zkazany/zkazana na przegraną. Oczywiście nikomu nie odmówią opieki medycznej gdy intnieje bezpośrednie zagrożenie życia, natomiast cukrzyca typ 1 nie podchodzi pod tę definicję. Lekarze są znieczuleni, pielęgniarki też... wszystko ma podłoże finansowe i tylko tymi kryteriami MEDYCYNA w USA sie kieruje. Lekarze nawet do swojego prywatnego pacjenta, nigdy nie przyjdą do domu, a po 17 nie ma mowy aby się dodzwonić do jego gabinetu nawet w nagłym przypadku. Automatyczna sekretarka albo tak zwany serwis odpowiadający na telefony grzecznie informuje, że jeśli pacjenci mają nagłą potrzebę interwencji medycznej to proszę się udać na POGOTOWIE.

Powiem Wam że mimo iż to jest mój kraj, to zdecydowanie widzę że nie ma idealnego rozwiązania na problem OPIEKI ZDROWOTNEJ. Ubezpieczenie nie gwarantuje tak naprawdę dostępu do lekarza w momencie gdy jest on porzebny, a jego brak likwiduje taką możliwość całkowicie. Polisa ubezpieczeniowa która kosztuje, bagatelka 1500 USD na miesiąc za rodzinę pięcioosobową (taką mam osobiście) w żadnym razie nie daje komfortu w prowadzeniu dziecka chorego na cukrzycę. Daje komfort w przypadkach katastroficznych, hospitalizaji, wypadków itp... ale nadal muszę płacić z własnej kieszeni po 400 USD za wizytę u Dr. Aisenberga, nadal paski do glukometru kosztują mnie 36 USD za opakowanie 25 sztuk, nadal insulina NOVORAPID tam nazywająca się NOVOLOG kosztuje za fiolkę 104 USD, w przeciwieństwie do 30 złotych w Polsce. NAPRAWDĘ w Polsce i w krajach europejskich gdzie są NARODOWE FUNDUSZE ZDROWIA nie jest żle w przypadku leczenia cukrzycy, alergii, tarczycy itp.. Faktycznie jest gorzej z dostępem do drogich form leczenia takich jak w przypadkach nowotworowych kiedy czas jest na wagę złota, a kolejka do specjalisty sięga sześciu miesięcy. Tutaj zdecydowanie system w USA sprawdza się idealnie. Masz ubezpieczenie to idziesz do kogo chcesz i kiedy chcesz, w innym wypadku chory musi się starać o pomoc z funduszy Państwowych, miejskich lub bezpośrednio w docelowym szpitalu. Szpitale też mają budżety na darmową opiekę lekarską dla osób w trudnych sytuacjach finansowych, samotnych matek, nieletnich matek i innych... Trzeba spelnić kilka warunków ale gwarantuje to 100% dostęp do opieki medycznej w danej placówce, ale nie gwarantuje natychmiastowej interwencji medycznej. Nadal trzeba czekać tygodniami na wizytę w przychodni czy w kolejce po leczenie ambulatoryjne, podobnie jak się czeka do przychodni w Polsce.











2/19/2010

Czy Cukrzyca U Dzieci jest Dziedziczna?

Jedna mama napisała do mmie email z takim pytaniem:

Jaki typ cukrzycy najczesciej jest u dzieci ja mam cukrzyce i boje sie o syna . Syn ma 15 lat i jest otyły?

U Dzieci i młodzieży naczęściej występującą formą cukrzycy jest Diabetes Mellitus Typ 1 czyli Cukrzyca typ 1, tak zwana cukrzyca wieku dziecięcego. Cukrzyca U Dzieci jest chorobą przewlekła o podłożu autoimmunologicznym. Oznacza to że powodem zachorwalności jest autoagresja własnego organizmu na komórki BETA trzustki odpowiedzialne za produkcję insuliny. Dziecko przestaje produkować ten życiodajny hormon i zdane jest na podaż insuliny z zewnątrz. Na dzień dzisiejszy nie ma dowodów na to że cukrzyca typ 1 jest dziedziczna. Są pewne obciążenie genetyczne jeśli w rodzinie występuje już ten typ cukrzycy ale samo obciążenie nie gwarantuje choroby, bowiem są przypadki w rodzinach bliźniąt jednojajowych które mają taki sam kod DNA i jedno zachorowało na DMT1 a drugie jest zdrowe. Są rodziny u których więcej niż jedno dziecko zapadło na ten typ cukrzycy i są również takie u których jedno z rodziców ma cukrzycę typ 1 a dzieci nie. Nie ma jeszcze niipodważających dowodów na dziedzictwo tej choroby.

U dorosłych najczęsztrzym typem cukrzycy jest cukrzyca typ 2. Jest ona spowodowana opornością organizmu na hormon insuliny, czyli trzustka produkuje insulinę ale ona nie jest dobrze przyswajana przez organizm z powodu głównie otyłości, złych nawyków żywieniowych, i genetycznej predyspozycji. Czasem bywa, że trzystka przechodzi stan zapalny i to doprowadza do zaprzestania produkcji insuliny, wtedy typ dwa też jest już insulinozależny ale nie zmienia się w typ 1. TYP 1 jest AUTOIMMUNOLOGICZNY - organizm wytworzył przeciwciała na komórki BETA trzustki.
Cukrzyca Wieku Dojrzałego, my nazywamy ją też Cukrzycą U Dorosłych (CUD) JEST DZIEDZICZNA! Lubi powtarzać się w rodzinie, ale często omija generację, czyli jeśli rodzic jest chory to może zachorować jego potomstwo albo jego wnuki... Ocywiście niezdrowy tryb życia, brak ruchu fizycznnego, niezdrowa dieta itp bardzo mogą się przyczynić do zachorowania na cukrzycę typ 2, ale równie dobrze zmiana nawyków na korzyść osoby w okresie tak zwanym "przedcukrzycowym" może zupełnie cofnąć postępowanie choroby. Okres "przedcukrzycowy" jest okresem w którym to występują wysokie poziomy glikemii ale nie zawsze. Są one jakby zwiastujące nadchodzące niebezpieczeństwo, organizm mówi"STOP!!!, nie radzę sobie z twoją dietą, zrób coś!" i to jest dobry moment do refleksji i posłuchania tego wewnętrznego alarmu. Należy wtedy zacząć zdrowo jeść i być aktywnym fizycznie, chociaż 30 minut spaceru dziennie, pomoże Ci w drodze po zdrowie.

1/02/2010

Psy Asystujące w Polsce














W Polsce nadal mamy mało psów asystujacych medycznie i kraj jako taki jest bardzo niedoinformowany o prawach tych zwierząt i ich przewodników w miejscach publicznych. W USA i w Unii Europejskiej psy asystujące mają prawo wejścia wszędzie tam gdzie wchodzi ich przewodnik, do szpitala, na lotnisko, do samolotu, restauracji czy na plażę. Nawet w Wielkiej Brytanii i w British Airways, gdzie żadne pieski nie mają prawa lecieć w kabinie, pies asystujący (Service Animal) leci gratis bez problemu. Na lotnisku Heathrow pies jest zabrany do "przechowalni" i doprowadzony przed odlotem pod sam rękaw (gate). Prawo chroni tego przywileju praktycznie wszędzie, a u nas nadal spotykamy się z ignorancją ze strony pracowników w sklepach, urzędach i w szkołach. Co możemy zrobić aby poszerzyć świadomość publiczną na temat tych zwierząt i ważnej roli jaką one spełniają? Pies asystujący medycznie ostrzega między innymi przed nadchodzącym atakiem epilepsji pozwalając swojemu panu czy pani na przyjęcie odpowiedniego leku i prewencji potecjalnie niebezpiecznej sytuacji. Psy coraz częściej przyuczane są do wyczuwania bardzo niskiego poziomu cukru we krwi u diabetyka, hipoglikemia jest najczęstrzą przyczyną nagłej śmierci u osób insulinozależnych. W efekcie psy asystujące medycznie ratują życie swoim przewodnikom i pełnią fundamentalną role w procesie ich leczenia. Dlaczego nikt o tym nie wie? Pies przwodnik kojarzy się z osobą niewidomą, ale obecnie stworzenia są szkolone i przygotowywane do wielu innych form asysty. Czemu Pudel ma być postrzegany jako gorszy od owczarka niemieckiego? Nie prawidłowo, bo pudle są najbardziej inteligentne i to właśnie one są często wykorzystywane na zachodzie jako psy asystujące w różnych profilach treningu, nawet osobom niepelnosprawnym ruchowo. Co zrobić aby w naszym kraju pracujące zwierzęta były traktowane profesjonalnie i na równym poziomie?


Lisa po raz pierwszy w Polsce wybrała się ze swoim psem do galerii i po mimo że Leo jest oznakowany, odpowiednio przystosowany do wejść w miejsca publiczne to kilka osób jej zwróciło uwagę. Ona jednak spokojnie wytłumaczyła, że nie jest to zwykły piesek i wedle prawa może z nią przebywać wszędzie, faktycznie nie stawiano jej przeszkód, ale przecież jest to widoczne i wyraźne, że LEO jest zwierzakiem pracującym SERVICE DOG, więc po co stresować dziecko któremu pies pomaga? Napewno problemem jest fakt, że psy tego typu są drogie i jest ich nie wiele w Polsce. Jest też tylko kilka ośrodków treningowych które przystosowują pieski raczej do roli przewodników dla osób niewidomych a nie do pełnienia innych funkcji. SZKODA bo naprawdę są one warte swojej ceny, dają duże poczucie bezpieczeństwa i jeśli są prawidłowo wyszkolone to wykonują swoje zadanie bez problemu.


We are still very ignorant country when it comes to MEDICAL SERVICE ANIMALS of all types. Service animals have open access and this privilege is protected by law in USA and honored around EU, but in Poland people walking around with clearly marked and certified service animals are denied access to stores, restaurants, hospitals and schools/ WHY ? This is mainly due to lack of knowledge on behalf of the employees, but what can we do to change all that? A person walking a service animal that is German Shepherd or Labrador will have much easier time moving about than with a Standard Poodle. But the law does not specify the breed that is good or not to perform service, people have mixed breed dogs that are trained to alert an oncoming seizure or dangerously low blood sugar levels in diabetics, so how can we make these animals part of everyday scene in Poland? Share your thoughts...